Reklama

Dyrektor Dzieła Pomocy św. Ojca Pio: osoby bezdomne pokazują, czym jest prosta radość życia

2018-04-14 13:19

Rozmawiał Łukasz Kaczyński / Kraków (KAI)

Halfpoint/fotolia.com

Wielu z nas zapomniało o prostej radości życia - że do bycia szczęśliwym nie potrzeba nie wiadomo jak wielu rzeczy. Bezdomni potrafią ucieszyć się z tego, że świeci słońce, że mają z kim zamienić słowo, że jest cieplej - mówi w wywiadzie dla KAI br. Grzegorz Marszałkowski OFMCap, dyrektor krakowskiego Dzieła Pomocy św. Ojca Pio wspomagającego bezdomnych. W sobotę 14 kwietnia przypada Dzień Ludzi Bezdomnych.

Br. Grzegorz Marszałkowski OFMCap: Człowiek ubogi, człowiek w potrzebie, człowiek cierpiący. Dużo tu przymiotników. Pierwsze skojarzenie, kiedy słyszymy o osobach mieszkających na ulicy, to fakt, że nie mają domu. Ale to coś więcej - to osoby, które mają poważny problem, który nie jest do udźwignięcia w rodzinie. To osoby, których dom jest w kryzysie i nie chodzi tylko o wymiar materialny, ale może nawet bardziej o emocjonalny, bo w normalnych rodzinach, kiedy jest kryzys – finansowy, emocjonalny czy duchowy – powinno pojawić się wsparcie rodziny. W przypadku bezdomności coś po prostu nie zafunkcjonowało tak jak trzeba.

KAI: Często panuje przeświadczenie, że osoby mieszkające na ulicy na taki los sobie zasłużyły. Czy to prawda?

- To strasznie niesprawiedliwie słowa. Tym samym oceniamy ich jako słabszych. Takie stereotypowe podejście jest bardzo krzywdzące, ponieważ może, gdybyśmy znaleźli się w podobnym bardzo tragicznym splocie sytuacji życiowych - rozwód, depresja, odsiadka w więzieniu, zadłużenie czy problemy w rodzinie - też nie dalibyśmy sobie rady. Do takiego przekonania dochodzi fakt, że często osoby bezdomne są odpychające zewnętrznie - zniechęcają swoim wyglądem, żebrzą, mają problem z alkoholem czy też są agresywne. I często zdarza się tak, że nasze podejście do nich jest takie, jak do zdobywania informacji medialnych. Czytamy tylko nagłówki, a nie wchodzimy głębiej. Nie mamy czasu, by go poświęcić na to, aby spojrzeć i dostrzec, że bezdomni to tacy sami ludzie jak my, tylko w innym, bardzo trudnym momencie życiowym.

- Co powinien w takim razie wiedzieć każdy o bezdomności, żeby zrozumieć jej istotę?

- Po pierwsze mieć świadomość, że to osoby, które nie są gorsze od nas, ale mają po prostu trudniejszą historię życia. Potrzeba wrażliwości, by zobaczyć w nich brata i siostrę, ludzi w potrzebie. Jak napisał papież Franciszek, człowiek wzrasta w świętości poprzez małe gesty i podał jako przykład „wyjście do ubogiego na ulicy i porozmawianie z nim z miłością”. Pamiętajmy więc, że podarowanie 5 zł nic nie rozwiązuje. Potrzeba czegoś więcej, na przykład poświęcenia czasu na spotkanie z historią osoby z ulicy. Osoby bezdomne bardzo szybko wyczuwają, kiedy traktuje się ich przedmiotowo, a kiedy naprawdę podmiotowo, na płaszczyźnie partnerskiej.

- Niejednokrotnie przed takim zaangażowaniem wstrzymuje ludzi myślenie, że przecież bezdomni np. przepiją pieniądze, który otrzymają lub pogardzą okazywaną pomocą. Jak mądrze pomagać?

- Dobrze mieć w pamięci fakt, że kiedy pomaga się człowiekowi w sposób nieprawidłowy, można go od siebie uzależnić. Dlatego w Dziele Pomocy św. Ojca Pio staramy się pomagać osobom bez domu, by doprowadzić ich do samodzielności. To niełatwe zadanie. Ale można znaleźć ośrodki czy też miejsca, gdzie np. w ramach wolontariatu można wspomagać w sposób konstruktywny, z korzyścią dla osoby objętej tą pomocą.

- Bardzo dobrym przykładem jest tutaj św. Brat Albert. Czego uczy on współczesnych w podejściu do osób ubogich i bezdomnych?

- On wyjątkowo odkrył, że to są nasi bracia. Przecież z nimi zamieszkał, czyli pomagał im w przestrzeni, w której się znajdowali. To bardzo ważny punkt wyjścia. Nie oznacza to, że trzeba przejmować od osób bezdomnych niewłaściwe nawyki, które czasem mają, ale zacząć zmieniać ich od środka. Brat Albert pokazuje, że będąc z nimi razem w kłopotach, w głodzie i w chłodzie, na posiłku czy modlitwie, mogę swoim życiem i świadectwem ich wspierać, a jednocześnie dawać przykład innym ludziom, zachęcając ich do wsparcia osób bezdomnych. Raczej nie powinno się robić tego samemu, ale właśnie w sposób zorganizowany, w organizacjach podobnych do krakowskiego Dzieła czy też innych wspólnotach skupionych na problemach ludzi bez domu. Trzeba być ostrożnym, by nie wejść w relacje emocjonalne i nie naobiecywać czegoś, czego nie jesteśmy w stanie dać, bo na tym pomoc nie polega. Najsłuszniejsza jest droga małych kroków, która poprzez budowę zaufania może doprowadzić do tego, że nie tylko będziemy dawać, ale również otrzymywać.

- Co może otrzymać osoba udzielająca pomocy człowiekowi bezdomnemu?

- Osoby z ulicy uczą niezwykłej wrażliwości w stosunku do bliźniego i dystansu, by zbyt łatwo nie oceniać, nie wysuwać pochopnych wniosków. W kontakcie z nimi odkrywamy moc małych darów i to, jak można się ucieszyć z tego, że otrzyma się bułkę, ciepłą rzecz czy jest się wysłuchanym. Wielu z nas zapomniało o prostej radości życia - że do bycia szczęśliwym nie potrzeba nie wiadomo jak wielu rzeczy. Osoby bezdomne potrafią ucieszyć się z tego, że świeci słońce, że mają z kim zamienić słowo, że jest cieplej. To piękna zdolność.

- A co jest najważniejsze w niesieniu pomocy osobom bezdomnym i czy ciężko namówić je do współpracy?

- Uświadamianie im, że nadal jest dla nich szansa, pomaganie im w odnajdywaniu nadziei. Pokazywanie, że Pan Bóg ich nie przekreślił. Że są ludzie, którzy też ich nie skreślają i chcą im pomóc wyjść z tego „życiowego dołka”. Wspieranie osób z ulicy to trudny proces, któremu towarzyszy zdobywanie ich zaufania, które po wielu trudnych życiowych sytuacjach jest mocno nadwerężone. Zaczyna się od prostych rzeczy - czy mają co jeść, czy mają się w co ubrać, czy mają gdzie się schronić, czy mają dowód osobisty czy też kontakt z rodziną. To pierwsze pytania padające w Dziele Pomocy św. Ojca Pio. To zaczyna budować relację, dzięki której można rozwiązywać poszczególne problemy, krok po kroku. Skorzystanie z łaźni, ubranie w czyste rzeczy, posilenie się - to punkt wyjścia.

- Ale osobom bez domu nie brakuje tylko dachu nad głową. Jakie jeszcze problemy życiowe trzeba rozwiązać na drodze dochodzenia do samodzielności?

- Często są to problemy natury psychicznej - dlatego też mamy zespół psychologów i lekarza psychiatrę. Wspieramy naszych podopiecznych w poszukiwaniu pracy. Ważne jest również po prostu przeżywanie z nimi ich życia – radości ze znalezienia pracy czy też smutku z powodu odejścia kogoś bliskiego. Tworzymy również przestrzeń do powrotu do normalnego funkcjonowania - seanse filmowe, wspólną Wigilię, wyjścia do kina czy wyprawy w góry. To wszystko wspomaga proces wyjścia z marginesu społeczeństwa, bo trzeba pamiętać, że często osoby bezdomne to ludzie wykształceni, władający wieloma językami, artyści, w których życiu nastąpiło jakieś tąpnięcie. Takie kompleksowe działanie - pomoc materialna, duchowa, psychologiczna i kulturalna - pozwala im na nowo odkryć swoją godność oraz talenty, jakimi dysponują.

- Ciężko jest zdobywać środki na taką pomoc?

- Polacy są wrażliwi na problem bezdomności. Współpracujemy z instytucjami na poziomie miejskim i ogólnopolskim. Dzieło wspierają liczni darczyńcy oraz wolontariusze. Naszą działalność wspomagają przede wszystkim darczyńcy indywidualni, którzy często oprócz darowizn przekazując na rzecz osób bezdomnych 1% swojego podatku. To dla nas bardzo ważne wsparcie i niezwykła odpowiedzialność za jak najlepsze wykorzystanie otrzymanych środków. Dlatego przywiązujemy dużą wagę do tego, by być w stałym kontakcie z naszymi darczyńcami, zapraszamy ich do Dzieła, wysyłamy biuletyny podsumowujące nasze działania i pokazujące, że ich datki są wykorzystywane dobrze i dają konkretne owoce.

- Czy z bezdomności można wyjść na 100%? Jakie są wasze doświadczenie w tym względzie na podstawie mieszkań wspieranych, które prowadzicie w Krakowie?

- Dzieło Pomocy działa w Krakowie od 14 lat. Obecnie ze wsparcia Dzieła korzysta ponad 2000 osób bezdomnych i zagrożonych bezdomnością. Co roku udaje nam się polepszyć byt około 100 osób bezdomnych. Część z nich podejmuje pierwszą od wielu lat pracę, część rozpoczyna terapię, jeszcze inni zaczynają wynajmować swój własny pokój. To wielka radość. Co do mieszkań wspieranych, to często pobyt w nich jest końcówką procesu wychodzenia z bezdomności. W tym momencie takie osoby już pracują, za niedługo wynajmą własne lokum. Nie jest to jednak proces błyskawiczny. On często trwa długo. Są też ciągłe niebezpieczeństwa, zwłaszcza związane z nałogami. I potrzeba wiele wysiłku ze strony osoby bez domu, jak i osób wspierających, aby on zakończył się sukcesem.

- Z racji przypadających w tym roku 50 lat od śmierci Ojca Pio i 100. rocznicy otrzymania przez niego stygmatów, Dzieło Pomocy św. Ojca Pio zorganizowało akcję „Niestygmatycy”. Czy rzeczywiście pomaga ona zmieniać mentalność społeczną odnośnie osób bezdomnych?

- Osoby bezdomne są stygmatyzowane często w sposób krzywdzący, stereotypami, które nie są prawdziwie. Nasza strona niestygmatycy.pl pokazuje historie osób bezdomnych, które poruszają i potrafią odwrócić właśnie to spojrzenie pełne niezrozumienia, tak często kierowane w stronę tych, którzy zaczepiają nas i proszą o pomoc na ulicy. A oni przecież tak samo kochają, mają swoje pasje, życiowe radości i problemy. Mamy nadzieję, że nasza akcje zniesie tą redukcję wrażliwości, którą wielu z nas odczuwa, patrząc na osoby bezdomne.

- Dziś Dzień Ludzi Bezdomnych. Jest co świętować? Jaki jest jego prawdziwy przekaz?

- Przekaz tego dnia to zachęta do zauważenia osób bezdomnych. Chcemy, aby społeczeństwo przez różne akcje organizowane w Dzień Ludzi Bezdomnych, takie jak na przykład organizowany przez Dzieło specjalny marsz i wystawa prac graficznych na krakowskich Plantach pokazujących problem bezdomności z prawdziwej, zobaczyło, że osoby z tak zwanego marginesu społeczeństwa również zasługują na uwagę. Na to, by dostrzec ich bagaż doświadczeń i codzienne zmagania. I że to są dzieci Boże i nasi bracia, którym powinniśmy okazać nasze serce. To nie ma być świętowanie, tylko uszanowanie osób bezdomnych i uwrażliwienie innych na to, by nie zachowywać się wobec nich w sposób krzywdzący i obojętny.

Tagi:
Kraków bezdomni

Cierpienie można przyjąć tylko wiarą

2019-01-16 21:37

Justyna Walicka/Archidiecezja Krakowska

- To jest niepojęta tajemnica, której rozumowo zgłębić do końca nie jesteśmy w stanie. Ale jesteśmy w stanie przyjąć to naszą wiarą. Właśnie dlatego, że Pan Jezus przyjął cierpienie i z cierpieniem się utożsamił i dał się przez nie przeniknąć aż do końca i tym samym przychodzi nam z pomocą - o cierpieniu mówił abp Marek Jędraszewski podczas kolędowej wizyty duszpasterskiej w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu.

Jaonna Adamik/Archidiecezja Krakowska

Wicedyrektor szpitala lek. med. Andrzej Bałaga przywitał metropolitę i podziękował za kolejną wizytę, która, jak zaznaczył, jest wsparciem zarówno dla personelu w podejmowaniu nierzadko trudnych decyzji, jak i dla małych pacjentów w ich powrocie do zdrowia.

Prof. Szymon Skoczeń w imieniu zespołu lekarskiego i pielęgniarskiego szpitala poprosił arcybiskupa o błogosławieństwo.

Delegacja dzieci również przywitała metropolitę krakowskiego i złożyła wierszowane życzenia. Młodzi pacjenci zapewnili arcybiskupa o swej pamięci modlitewnej w ich szpitalnej kaplicy.

Metropolita wyjaśnił, że dzisiejsze czytania mówiące o tym jak Chrystus wyrzuca złe duchy i uzdrawia, dopełniają tego, co zaczęło się w Betlejem.

– Bo chodziło o to, żeby Chrystus się światu objawił jako Boży Syn. Jako Ten, który zrodzony przed wiekami z Ojca stał się z Jego woli człowiekiem po to, aby nam przynieść zbawienie.

Arcybiskup podkreślił, że w dzisiejszej Ewangelii jest także mowa o tym, że Chrystus udał się w odosobnione miejsce, by się modlić. I na słowa Apostoła, że wszyscy Go szukają, odpowiedział, że trzeba iść dalej, do kolejnej miejscowości nauczać o Bogu.

W Liście do Hebrajczyków natomiast słyszymy dziś przypomnienie tego, że Chrystus stał się do nas podobny we wszystkim – oprócz grzechu. Metropolita szczególnie podkreślił, że Pan Jezus stał się do nas podobny we wszystkim i stał się jednym z nas. Metropolita zacytował zdanie: „W czym bowiem sam cierpiał, będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą tym, którzy są poddani próbom.” – Ludzie są poddawani próbom. Ludzie są doświadczani cierpieniem i to miejsce jest szczególnym nagromadzeniem ludzkiego cierpienia. Nie w postaci abstrakcyjnej, nie w postaci ksiąg o cierpieniu czy o tym jak z cierpienia ludzi wydobywać. To jest miejsce, w którym cierpienie przybiera kształt konkretnego człowieka, konkretnego dziecka. I jest to dla nas wszystkich jakaś ogromna tajemnica.

Metropolita zaznaczył, że Chrystus stał się jednym z nas także w cierpieniu, bo On naprawdę cierpiał. I pokazał jak trzeba to cierpienie przyjąć – z całkowitym zaufaniem wobec Boga, nawet, jeśli jest to niezwykle trudne.

– Bo na krzyżu Golgoty (…) było poczucie osamotnienia, była ogromna boleść, ale było też oddanie wszystkiego swemu Ojcu. I była tam także, co trzeba bardzo mocno podkreślić, błogosławiona obecność tych, którzy Pana Jezusa kochali i pozostali Mu wierni aż do końca. Zwłaszcza Jego Przenajświętsza Matka, zwłaszcza Jego najbardziej spośród wszystkich ukochany uczeń Jan. Byli przy Nim i swoją obecnością pokazywali – nie jesteś sam, kochamy Ciebie. Arcybiskup powiedział także, że zdaje sobie sprawę, że łatwo jest powiedzieć, że mamy przyjmować cierpienie. Szczególnie jeśli chodzi o cierpienia dziecka, wobec którego jesteśmy kompletnie bezradni.

– To jest niepojęta tajemnica, której rozumowo zgłębić do końca nie jesteśmy w stanie. Ale jesteśmy w stanie przyjąć to naszą wiarą. Właśnie dlatego, że Pan Jezus przyjął cierpienie i z cierpieniem się utożsamił i dał się przez nie przeniknąć aż do końca i tym samym przychodzi nam z pomocą. Bo jeśli On przeszedł przez bramę cierpienia do pełni życia, to i my ufamy, zmierzając także do Dzieciątka narodzonego w Betlejem, że nas rozumie, że nas swoją miłością ubogaci, że swoim ubóstwem podniesie i że przy wszystkich nierozumieniach tego czym jest cierpienie, a zwłaszcza czym jest cierpienie dziecka, będziemy, będąc blisko Niego, mogli z całą głębią wiary powtarzać słowa wyśpiewywane w Betlejem przez aniołów: „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom Bożego upodobania, pokój ludziom dobrej woli”.

Po Mszy św. arcybiskup niosąc słowa otuchy odwiedził małych pacjentów w szpitalnych oddziałach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Druga rocznica śmierci wolontariuszki misyjnej Heleny Kmieć

2019-01-21 11:58

pra / Trzebnica (KAI)

Dwa lata od morderstwa wolontariuszki misyjnej Heleny Kmieć w boliwijskiej Cochabambie24 stycznia. Wolontariat Misyjny Salvator, do którego należała Helena organizuje uroczystości rocznicowe w Warszawie, Dębicy i Trzebnicy pod wspólnym hasłem „Misja: niebo”.

Tomasz Reczko

„Przez ten czas wielu z nas doświadczyło ogromu dobra idącego za inspiracją, przykładem i charyzmatem jej osoby. Dla niektórych Helena była osobą, która odmieniła ich życie mimo to, że jej nie znali - mówi Marta Trawińska z Fundacji im. Heleny Kmieć. - W ten wyjątkowy czas chcemy podziękować za życie ziemskie Helenki oraz modlić się o wyjątkową i wieczną misję dla niej jaką jest niebo” - dodaje.

Wolontariat Misyjny Salvator, do którego należała Helena Kmieć i fundacja jej imienia organizują uroczystości rocznicowe w Warszawie, Dębicy i Trzebnicy pod wspólnym hasłem „Misja: niebo”.

Program przewiduje mszę św. w intencji śp. Heleny Kmieć, adorację Najświętszego Sakramentu z rozważaniami, świadectwa o Helence, muzyczne wspomnienia Helenki, a także czas na wspólne rozmowy przy kawie i ciastku.

W piątek 25 stycznia wydarzenia odbędą się w Warszawie (bazylika Świętego Krzyża, ul. Krakowskie Przedmieście 3, godz. 20.00) i Dębicy (kościół klasztorny, ul. Krakowska 15, godz. 19.00), a w sobotę w Trzebnicy na Dolnym Śląsku (bazylika św. Jadwigi, ul. Jana Pawła II 3, godz. 18.30).

Helena Kmieć pochodziła z małopolskiego Libiąża. Do Wolontariatu Misyjnego Salvator w Trzebini wstąpiła w 2012 r. Od początku mocno angażowała się w działalność wspólnoty. Posługiwała na placówkach misyjnych w Rumunii, na Węgrzech i w Zambii. Działała również w Duszpasterstwie Akademickim w Gliwicach, gdzie studiowała inżynierię chemiczną; śpiewała w Chórze Akademickim Politechniki Śląskiej. Angażowała się w pomoc dzieciom w nauce w świetlicy Caritas i działalność Katolickiego Związku Akademickiego w Gliwicach. W lipcu 2016 roku pełniła funkcję koordynatorki Światowych Dni Młodzieży w rodzinnej parafii. 8 stycznia 2017 r. rozpoczęła posługę z ramienia Wolontariatu Misyjnego Salvator jako wolontariuszka misyjna w Boliwii, z zamiarem półrocznej pomocy siostrom służebniczkom dębickim w prowadzonej przez nie ochronce dla dzieci w Cochabambie, gdzie została zamordowana 24 stycznia 2017 r.

Helena w swojej posłudze misyjnej kierowała się wezwaniem założyciela salwatorianów o. Franciszka Jordana: „Dopóki żyje na świecie choćby tylko jeden człowiek, który nie zna i nie kocha Jezusa Chrystusa Zbawiciela Świata, nie wolno Ci spocząć”, które jest także hasłem Wolontariatu Misyjnego Salvator, do którego należała Helena. WMS przez 8 lat działalności, posłał na misje 394 wolontariuszy, którzy posługiwali w 25 placówkach misyjnych w 15 krajach świata.

Po śmierci Heleny Kmieć, przy współpracy Polskiej Prowincji Salwatorianów, rodziny oraz wszystkich ludzi dobrej woli, została założona fundacja jej imienia. Głównym celem fundacji jest wszechstronne wsparcie placówek misyjnych w opiece nad dziećmi i młodzieżą w krajach misyjnych, które zmagają się z wieloma problemami, takimi jak bieda, bezdomność, choroby czy brak edukacji. „Chcemy jednoczyć wszystkich ludzi gotowych nieść pomoc potrzebującym na każdy możliwy sposób – i tak jak czyniła to śp. Helena Kmieć – dawać im nadzieję na lepsze jutro” - mówi Marta Trawińska.

Fundacja im. Heleny Kmieć prowadzi m.in. program stypendialny dla najbardziej potrzebujących dzieci w Boliwii, Zambii i na Filipinach oraz realizuje projekt „Podaj dobro dalej!” skierowany do uczniów szkół podstawowych w całym kraju dotyczący działalności społecznej ze szczególnym nastawieniem na drugiego człowieka – w I edycji w 2018 r. wzięło w nim udział ponad 300 dzieci ze szkół całej Polski, które przeprowadziły liczne akcje pomocowe m.in. w domach spokojnej starości czy ośrodkach dla niepełnosprawnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019 300x300 nowy termin

Pokażmy, że Bóg jest sensem naszego życia

2019-01-21 19:39

Karolina Zając/Archidiecezja Krakowska

Ks. Marcin Filar | Archidiecezja Krakowska

Jedziemy do Panamy, aby pokazać światu, że Chrystus żyje, że jest centrum naszego życia. Jezus jest Alfą i Omegą, początkiem i końcem. - mówił abp Marek Jędraszewski podczas ostatniej Eucharystii polskich pielgrzymów w Monagrillo.

Metropolita krakowski rozpoczął swoje rozważania od zarysowania początków Światowych Dni Młodzieży. Zaznaczył, że św. Jan Paweł II poddał pomysł spotkania młodych chcąc przybliżyć ich jeszcze bardziej do Boga.

– Taki też jest cel tegorocznych ŚDM tutaj w Panamie – podkreślał abp Marek Jędraszewski.

Tłumacząc czytania dnia pasterz Kościoła krakowskiego mówił o istocie posłuszeństwa i ofiary Chrystusa.

– Jego męka jest największą ofiarą, bo Jezus stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy go słuchają. Jest największą ofiarą, bo ponawia się podczas każdej Mszy świętej – zaznaczył abp Jędraszewski.

Jako przykład idealnego bycia w Chrystusie arcybiskup przywołał postać patronki dnia św. Agnieszki.

– Dla niej Chrystus był oblubieńcem, dla którego poświęciła całe życie. Dała świadectwo swojej miłości do Boga, kiedy stała się męczenniczką mając zaledwie 12 lat – mówił metropolita krakowski. Tłumaczył, że szła na śmierć sama, bez kajdan na dłoniach, z miłością i radością, bo wiedziała, że idzie na spotkanie z Jezusem.

– Moi drodzy, za kilka dni spotkamy się z Ojcem Świętym Franciszkiem. Spotkamy się w czasie, który jest naznaczony postacią ludzi, którzy żyją tak, jakby Boga nie było. My chcemy spotkać się w Panamie, aby pokazać światu, że on jedyny jest Alfą i Omegą naszego życia. – kontynuował arcybiskup.

Na zakończenie apelował, aby młodzi kierowali się w życiu przykładem św. Agnieszki i nie bali się pokazywać swojej wiary tam, gdzie Pan ich posyła.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem