O ile łatwiej i szybciej buduje się dom na piasku, o tyle lepiej jest szukać schronienia w domu zbudowanym na skale. Dlaczego? Bo tylko taki przetrwa. Nawałnic w życiu nie zabraknie na pewno, warto więc zadbać o fundament z odpowiednim atestem.
Ewelina i Krzysztof
Poznali się 17 lat temu na pieszej pielgrzymce kaszubskiej. Najdłuższej, jaka wędruje do Częstochowy. Pielgrzymi są w trasie 19 dni i pokonują, bagatela, 640 km. Ewelina pochodzi z Kaszub. Wielokrotnie pielgrzymowała na Jasną Górę, modląc się o dobrego męża. Tym razem była po trudnym związku i od relacji damsko-męskich chciała odpocząć. Krzysztof jest z Wielkopolski. Miał już na koncie piesze pielgrzymki z Suwałk do Wilna, gdzie u Maryi w Ostrej Bramie prosił o dobrą żonę. Tym razem, na swojej pierwszej pielgrzymce kaszubskiej, chciał skupić się tylko na relacji z Panem Bogiem.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Jako że Ewelina była kwatermistrzynią, a Krzysiek udzielał się w grupie muzycznej, ich ścieżki szybko się zbiegły. I zaiskrzyło między nimi. Ale nie na pielgrzymce (oboje dotrzymali postanowień), tylko zaraz po. Zaczęli do siebie pisać, potem Krzysiek przyjechał do Eweliny, a na drugą pielgrzymkę poszli już jako para. Zaczęli też planować wspólną przyszłość, choć nie bez trudności. Pierwszą była dzieląca ich odległość, drugą to, że on kończył studia, a ona zaczynała. I choć Krzysiek już po roku był gotowy na ślub, czekał cierpliwie, aż Ewelina skończy studia.
Reklama
– Pielgrzymka to dobry czas na to, by się poznać. Gdy przychodzą zmęczenie, frustracja, niemoc i nie da się tego ukryć, to przestaje być kolorowo. Niektórzy tylko randkują, chodzą na kawki, ale wtedy łatwo udawać kogoś, kim się nie jest. Na pielgrzymce pokazujesz prawdziwą twarz – mówi Ewelina. – Przy takim zmęczeniu wszystko z człowieka wychodzi, nie tylko to, co jest w nim dobre – potwierdza Krzysiek: – I ta druga osoba albo to zaakceptuje, albo nie.
Po 5 latach znajomości i wspólnego pielgrzymowania Ewelina i Krzysztof wzięli ślub. Oświadczyny odbyły się w Tatrach. – Bardzo chciałem oświadczyć się Ewelinie 15 sierpnia, w święto Matki Bożej. Tego dnia wybraliśmy się w Dolinę Kościeliską. Mimo że było gorąco, założyłem koszulę, bo też później planowaliśmy pójść do kościoła. I całą drogę szukałem jakiegoś ustronnego miejsca, żeby móc się oświadczyć. Ale było tak dużo ludzi, że na żadne ustronie nie było szans – wspomina. – Cały dzień paradował po Kościeliskiej w tej koszuli, a ja się zupełnie nie zorientowałam, o co chodzi – dodaje, śmiejąc się Ewelina, a Krzysiek uzupełnia: – Oświadczyny udały się na drugi dzień. Poszliśmy w kierunku Doliny Pięciu Stawów, a ja włożyłem zwykły t-shirt. – Ślub postanowiliśmy wziąć tuż przed pielgrzymką, aby pójść na nią już jako nowożeńcy – kontynuuje Ewelina. – Pielgrzymka kaszubska przybywa do Częstochowy 12 sierpnia i dokładnie miesiąc po ślubie w ślubnych strojach wchodziliśmy na Jasną Górę, aby zawierzyć nasze małżeństwo i rodzinę Panience Jasnogórskiej – wspomina. – Od samego początku budowaliśmy na Panu Bogu. Gdyby nie to, przez różnice naszych charakterów mogłoby być z nami naprawdę różnie – wyznaje Krzysiek. – Ale jeśli dla obojga małżonków Bóg jest najważniejszy, to wszelkie nawałnice można przetrwać – przekonuje.
Reklama
Teraz są rodzicami 10-letniej Helenki, 6-letniego Piotrka i 2-letniego Kubusia. Na pielgrzymkę chodzą co roku. Jeśli nie mogą przejść całej trasy, to idą chociaż przez kilka dni. Najbardziej na szlak ciągnie Helenka. Nic dziwnego, jest najstarsza, a pierwszy raz pielgrzymowała na Jasną Górę, gdy miała roczek. Chłopcy są jeszcze mali, ale pewnie z czasem też się rozsmakują w pielgrzymowaniu, bo to prawdziwa rodzinna tradycja. Do Częstochowy pielgrzymowali lub nadal pielgrzymują: babcia, wujek, brat, siostra i rodzice Eweliny, którzy także poznali się na kaszubskiej i w tym roku świętują 46. rocznicę małżeństwa.
Zofia i Filip
Oboje kochają muzykę i chodzą na pielgrzymki. W takiej przestrzeni zaczęła się ich znajomość. Był czas pandemii. Czterdziesta pierwsza Piesza Pielgrzymka Wrocławska wyruszyła na Jasną Górę jako sztafeta. Całą trasę szedł jedynie trzon pielgrzymki. Pozostałe grupy dojeżdżały w wybrane dni. Zosia i Filip jako muzyczni pielgrzymowali w trzonie. – Wtedy się poznaliśmy, choć większy kontakt utrzymywaliśmy po pielgrzymce – opowiada Zosia. – Filip skontaktował się ze mną, ponieważ potrzebował pomocy w przygotowaniu oprawy muzycznej ślubu. On gra na gitarze, ja na skrzypcach. I tak się zaczęło nasze wspólne granie. Potem pojechaliśmy na obóz adaptacyjny duszpasterstw akademickich w Białym Dunajcu, ale jeszcze jako znajomi. Z kolei moment, kiedy poczuliśmy, że to jest to, nastąpił na pielgrzymce śladami św. Franciszka do Asyżu, którą zorganizował tata Filipa – wspomina Zosia.
Reklama
Jako narzeczeni wyruszyli na pielgrzymkę wrocławską w 2024 r., a w zeszłym roku podczas pielgrzymki odbyły się ich ślub i wesele. Oboje przyznają, że było to niezwykle trudne zadanie, ale dzięki pomocy wielu osób, szczególnie najbliższych, możliwe do realizacji. – Niejedna osoba powiedziałaby pewnie, że to szaleństwo. Na szczęście nasze rodziny są rodzinami pielgrzymkowymi i nie było to dla nich niczym dziwnym – zaznacza Zosia. – Ślub wzięliśmy na trasie pielgrzymki w Kluczborku, a wesele mieliśmy w Grodźcu k. Opola. Musieliśmy wszystko logistycznie dobrze zorganizować, bo chcieliśmy być na pielgrzymce jak najdłużej – opowiada Filip i podkreśla: – Msza św. ślubna była odprawiona we wspólnocie, którą kochamy, bo czujemy się częścią Kościoła pielgrzymującego. W kościele było ok. 1,5 tys. braci i sióstr, którzy cieszyli się razem z nami i mocno dali nam to odczuć już od samego początku pielgrzymki. – I chcemy też wspomnieć o naszych znajomych, którzy stanęli na wysokości zadania, jeśli chodzi o oprawę muzyczną. Do dziś wszyscy ją wspominają, a niektórzy nawet odtwarzają ją sobie na YouTubie – uzupełnia Zosia.
– Na pielgrzymce poznajemy się w przestrzeni wiary i wyznawanych wartości. A to jest najważniejsze – zaznacza Filip. – Znam kilka związków, w których te wartości się rozmijają. Ludzie mają podobne charaktery, dobrze im ze sobą, ale później okazuje się, że nie wyobrażają sobie budowania wspólnej rzeczywistości. My mamy pewność, że dla nas ważne są te same wartości, a to jest podstawowa płaszczyzna, gdy pojawiają się różne pytania, choćby takie, czy chrzcić dzieci, czy nie, których my nawet nie musimy sobie zadawać – wyjaśnia Filip. – Trudno mi też wyobrazić sobie lepsze miejsce na poznanie kogoś niż pielgrzymka. Tutaj jest się w takim stanie, w jakim nie bywa się przez cały rok, zmęczonym, obolałym, wystawionym na upały, głodnym, spragnionym, zdenerwowanym, śmierdzącym, bez makijażu – wylicza Zosia i tłumaczy: – Wydaje mi się, że jeżeli ludzie poznają się w takich warunkach, to w każdych innych będzie im ze sobą dobrze.
Reklama
Choć są jeszcze bardzo młodzi, Filip przeszedł już 18 pielgrzymek, a Zosia 13. To jednak zeszłoroczna na zawsze będzie tą wyjątkową. – Na Jasną Górę wchodziliśmy w strojach ślubnych jako pierwsi, prowadząc całą pielgrzymkę. Pamiętam, że byłam bardzo szczęśliwa, zmęczona i głodna – wspomina Zosia i ze wzruszeniem dodaje: – Mogliśmy też wejść sami za kraty tuż przed obraz Matki Bożej, by klęcząc jako małżeństwo przed Jej obliczem, dziękować za wszystko.
Franek urodził się w maju. Zrobił mamie prezent na Dzień Matki. Dlatego plan na ten rok jest taki: na Jasną Górę w sierpniu idzie szczęśliwy tata, a szczęśliwa mama i Franek spróbują dojechać na trasę do Kluczborka świętować 1. rocznicę ślubu. A może uda się także przyjechać na powitanie na Jasną Górę? Może tak. Wszystko jednak zależeć będzie od Franka.
Julia i Szymon
Poznali się przez zdjęcie pielgrzymkowe opublikowane w sieci, którego autorką miała być Julia. Okazało się, że ona je tylko polubiła. Ale kontakt został nawiązany. Zaczęli rozmawiać o pielgrzymce, o wspólnych znajomych. A rozmawiało im się bardzo dobrze. Szymon postanowił więc wypytać znajomego księdza, czy warto się z Julią bliżej zapoznać. I usłyszał, że owszem, ale jeśli się nie pośpieszy, to może stracić okazję.
Reklama
– Już po pierwszym spotkaniu okazało się, że w życiu kierujemy się tymi samymi wartościami, że nadajemy na tych samych falach – mówi Szymon. – To była bardzo długa, kilkugodzinna rozmowa. I tak naprawdę już wtedy stwierdziłem, że to jest ta osoba. Na kolejną pielgrzymkę poszliśmy już jako para – opowiada i dodaje: – Julia długo chodziła na pielgrzymki, poszukując męża, ale jakoś nie mogła trafić na fajnego chłopaka. Ja zresztą również chodziłem na pielgrzymki z motywacją znalezienia żony i udało się – podkreśla z satysfakcją. – I razem postanowiliśmy, że skoro poznaliśmy się na pielgrzymce, to warto by było również na pielgrzymce wziąć ślub – tłumaczy i dzieli się jeszcze jedną historią: – Julka opowiedziała mi kiedyś, że mama powiedziała jej, iż jeśli pójdzie 10. raz na pielgrzymkę, to dostanie męża. I tak się składa, że nasza tegoroczna pielgrzymka będzie 10. pielgrzymką Julii.
Julia i Szymon wyruszają na szlak 17 sierpnia z 44. Pieszą Pielgrzymką Tarnowską, podczas której będą sobie ślubować miłość, wierność i uczciwość małżeńską i że się nie opuszczą aż do śmierci. Ślub odbędzie się drugiego dnia pielgrzymki w Sanktuarium Matki Bożej Okulickiej.
Dla obojga w miłości bardzo ważne są troska o drugą osobę i wzajemne wsparcie. Szymon jest ratownikiem medycznym, wolontariuszem. Na trasie pielgrzymki, szczególnie na postojach, gdy wszyscy odpoczywają, on jest najbardziej zajęty, bo obolałych stóp, pęcherzy, obtarć, ran, naciągniętych ścięgien i innych pątniczych bolączek nigdy nie brakuje. I gdy jest tak pochłonięty troską o innych, że nie ma nawet kiedy zjeść, wie, że jest ktoś, kto zatroszczy się o niego. – Dużo osób zwraca uwagę na to, jak o siebie dbamy – podkreśla Szymon i dodaje: – I to jest prawda, że wcale nie potrzeba słów, żeby zauważyć uczucie łączące ludzi. Miłość to bycie razem w tych najprostszych, wręcz prozaicznych rzeczach. Na tym polega życie.





